Zadzwoń lub napisz

+48 602 370 506 +48 32 294 92 63 info@zwrotpodatkow.pl

lub

skorzystaj z formularza

Wynajem mieszkania w Wielkiej Brytanii - cztery kąty i stres piąty

Wynajem mieszkania w Wielkiej Brytanii - cztery kąty i stres piąty

“To się wymieni” – brzmi z ust kolejnych oprowadzających po przeznaczonych do wynajmu mieszkaniach. Na drzwiach od łazienki dwustronicowa kartka “wolne, zajęte” nikt nawet już nie pyta o naprawę popsutego zamka, bo jakoś wszyscy przywykli.

Z czasem również przyzwyczaić się można do klaustrofobicznej przestrzeni jedynki, którą ktoś uznał za dwójkę, do toalety, w której nie mieszczą się kolana, do pralki, w której działa tylko jeden program, bo na innych “się zaciera”. Łatwo wiele znieść, zacisnąć zęby i pomyśleć, że to tylko na chwilę, że nie ma co wymagać pokoju, jak w hotelu, i że myszy, i pluskwy w zasadzie są w całym Londynie, i gdziekolwiek byśmy się przenieśli, problem ten podąży za nami.

Dla wielu Wielka Brytania stała się chwilowym kołem ratunkowym, nadzieją na polepszenie bytu rodziny w Polsce, znalezienie bardziej dochodowej pracy, zgromadzenia oszczędności, miejscem na wypad w celu nauki języka i zarobienia na najpilniejsze wydatki.

Prawdopodobnie wielu z nas nie przywozi ze sobą na Wyspy fortuny, a raczej “wysupłane” skądś oszczędności, które mają zapewnić przetrwanie do momentu pierwszej wypłaty. Niewątpliwie niewielu też ma to szczęście, że na dzień dobry w UK wita go świetna praca i ładne mieszkanie. Rzeczywistość jak zwykle bywa mozolna. Przyjeżdżamy, jacyś bliżsi lub dalsi znajomi przygarniają nas na parę dni, dopóki nie znajdziemy mieszkania. Fundusze są ograniczone, więc wybieramy coś niedrogiego, z niewielkim depozytem i tylko tygodniową płatnością z góry. Przy czynszu L110 za pokój dla pary musimy na starcie zainwestować w mieszkanie L330, co najprawdopodobniej znacząco uszczupli nasz budżet. Gorączkowo szukając pierwszej pracy i widząc jak oszczędności rozpływają się na “trawelkę”, doładowania telefonu, jedzenie (choć i tak ratuje nas prowiant przydźwigany z Polski), jesteśmy wdzięczni losowi, że chociaż jest gdzie mieszkać.

Sprawdź i dopilnuj!

W takiej sytuacji szczytem arogancji wydaje nam się poproszenie landlorda o spisanie umowy, potwierdzenie wpłaty czynszu czy o większą szafkę w kuchni. “Darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda”, tyle tylko, że nikt nam nic nie darował, a i bierze za to od nas niemałe pieniądze.

– Na samym początku zamieszkaliśmy z moją dziewczyną w pospolitym szeregowcu, gdzie z góry wiadomo, jak wygląda mieszkanie w środku, jak są rozmieszczone pokoje, łazienka itp. Za wynajem odpowiedzialna była Polka, która pośredniczyła między landlordem a lokatorami. W ogłoszeniu pośredniczka zachęcała niedawno przeprowadzonym remontem. Mieliśmy do wyboru dwa pokoje. Pierwszy kosztował L100. Był maleńki, mieściły się w nim tylko dwa łóżka i szafa. Kolega nazywa tego typu pokoje “windami”, bo wchodzisz i możesz się tylko położyć – jest tak mała przestrzeń. Okno wychodziło w nim na korytarz prowadzący z kuchni do ogrodu. Nietrudno było przewidzieć, jak skończyć się mogło wietrzenie w momencie, kiedy ktoś gotuje, pali na korytarzu albo robi imprezę w ogródku. Drugi pokazany pokój był bardzo duży i zadbany, mimo że kosztował L130 zdecydowaliśmy się na wynajem, bo dopiero przyjechaliśmy i trzeba było znaleźć jakiś nocleg oraz bazę wypadową do szukania pracy. Kiedy ruszone zasłony odpadły z karniszami, przypomnieliśmy sobie o podkreślanym na każdym kroku wcześniejszym remoncie. Przy korzystaniu z toalety okazało się, że przestrzeń między klozetem a drzwiami jest tak mała, że nie mieszczą się kolana i trzeba zostawiać uchylone drzwi albo siadać bokiem. Poza tym klozet był pęknięty u podstawy. Pośredniczka obiecała naprawę. Liczyliśmy na całkowitą wymianę, ale owa pani przyprowadziła “fachowca”, który rzucił na pęknięcie trochę gipsu no i naprawione. Przy pierwszej próbie użycia “dopiero co wymienianej” kuchenki okazało się, że w piekarniku zapalnik nie działa. Po zgłoszeniu tego problemu pośredniczce, zaoferowała korzystanie ze swojego piekarnika (w domu odległym o trzy ulice), a później zamiast przyprowadzić kogoś, by naprawił defekt, przyniosła zapałki z pozdrowieniami od landlorda, “bo wprawdzie zapalnik nie działa, ale gaz leci, a skoro tak, to można używać zapałek”. Kiedy pojawiły się myszy, pośredniczka zaczęła odwiedzać pokoje mieszkańców domu bez ich wiedzy, kiedy krzyczała, że więcej gazu nie doładuje, bo wszystkie nasze pieniądze już wydała, kiedy nie chcąc płacić councilu wymyśliła, że śmieci najlepiej jest podrzucać sąsiadom, wyprowadziliśmy się.

(Jarek)

Brytyjskie realia…

Według rządowego Forum Badań Migracyjnych warunki mieszkaniowe imigrantów w UK są niepokojące. Ok. 90 procent imigrantów, którzy przybyli na Wyspy w przeciągu dwóch ostatnich lat, wynajmuje mieszkania prywatne. Często nie są one w zbyt dobrym stanie. Joanne Roney z rady miasta Sheffield powiedziała, że imigranci, szczególnie ci, którzy nie przyjeżdżają tu na stałe, akceptują mieszkania o niezbyt wysokim standardzie, ponieważ ich zarobki są na bardzo niskim poziomie. Jedna trzecia imigrantów żyje w mieszkaniach, które zapewnia pracodawca. Połowa przybyszy określa swoje położenie jako biedne.

– Jestem tu od dwóch lat i mieszkałam w różnych miejscach. Właściciele, którzy wynajmują mieszkania nie dbają o nie, nie inwestują, chcą jedynie tanim kosztem zarobić. Toalety są zwykle w opłakanym stanie. Każdy patrzy na ceny i często jest tak, że wynajmuje się tanio, a mieszkanie staje się tylko przystanią, żeby przysnąć i nic poza tym.

W większości lokali jest brud wynikający najprawdopodobniej z tego, że jego mieszkańcy ciężko i długo pracują, niekoniecznie mając jeszcze wieczorem ochotę na generalne mycie okien, podłóg czy szorowanie wanny. W pokojach też rewelacji nie ma. Ludzie biorą za wynajęcie mieszkania dużo pieniędzy, a wygląd pokoju zwykle nie jest potwierdzeniem tej ceny np. myszy są rzeczą nagminną i nie jest to tutaj nic szokującego.

Dla mnie przy szukaniu lokum najważniejsza jest cena, bo jest tutaj bardzo drogo, a ja mam rodzinę w Polsce.

(Joanna)

Rotacja i zmiana mieszkań nie jest niczym niezwykłym w realiach życia w UK, a zwłaszcza w Londynie. Zmieniamy mieszkanie najczęściej ze względu na odległość od pracy lub cenę. I mimo, że rzecz to mało niezwykła, to jednak wymagająca niezwykłej czujności i zdrowego rozsądku, zwłaszcza podczas pierwszych kroków.

Piękne jak z obrazka

O tym, że reklama czyni cuda wiadomo już od dawna, zwłaszcza kiedy piękne słowa podparte są jeszcze piękniejszymi obrazami. Szukając mieszkania czy pokoju, w ogłoszeniach zwykle “nadziewamy” się na “duży, przestronny, po remoncie, nowoczesny, przytulny (czytaj: mały)” i zatrzymujemy się, bo przecież tego właśnie szukamy. Jeśli dodatkowo wynajmujący zamieszcza zdjęcia, to już w ogóle ułatwia nam weryfikację i oszczędza czas. Wybieramy piękny pokój, jasny, przestronny, niedrogi, zgodnie z tym, co można przeczytać i zobaczyć. Jedziemy (poświęcając wolną niedzielę) i… W pierwszej chwili zastanawiamy się, czy nie pomyliliśmy ogłoszeń, później pytamy czy ten “schowek na miotły” to ów sfotografowany pokój z ogłoszenia, a kiedy słyszymy, że tamten jest zajęty, ręce opadają.
Dlatego po dokonaniu wyboru pokoju, dzwoniąc do landlorda, lepiej upewnić się zawczasu czy to, co widzimy na ekranie naszego monitora, jest na pewno tym, co będziemy mogli zobaczyć osobiście, nie marnując przy tym czasu na jakieś niepotrzebne niespodzianki.

Ukryte koszty

– Znalezienie odpowiedniego mieszkania zajęło nam dwa tygodnie. Każdego dnia wyszukiwaliśmy nowe oferty i każdego dnia oglądaliśmy po kilka mieszkań. Szukaliśmy pokoju dwuosobowego maksymalnie do L120. Pokój, który najbardziej utkwił mi w pamięci strasznie śmierdział wilgocią. Kiedy otworzyłam szafę, zaskoczył mnie bujnie rozrośnięty grzyb, a po podłodze biegały jakieś małe robaczki. Pomyślałam, że prawdopodobnie wychodzą z materaca, na który nigdy w życiu nie odważyłabym się usiąść, a co dopiero położyć.

W czasie wybierania mieszkania musieliśmy również zwracać uwagę na sąsiadów i okolicę, bo w niektórych bywa bardzo niebezpiecznie. Kiedyś wyszukaliśmy ofertę ładnego pokoiku, w dość zadbanym mieszkaniu. Nie wiem, kto był landlordem, bo ogłoszenie do prasy podał chłopak, który sam w tym mieszkaniu mieszkał i chciał udostępnić jeden pokój. Tygodniowy czynsz wynosił L110. Fajne mieszkanie, rozsądny czynsz… Zdecydowaliśmy się. Jednak, kiedy przyszło do ustalania szczegółów, okazało się, że do tych L110fdochodzą jakieś dodatkowe opłaty i łączna suma nie wynosi L110, ale L160. Odmówiliśmy.

(Ania)

– Wynajmując mieszkanie warto jest upewnić się, co zawiera płacony przez nas czynsz. Często zdarza się tak, że umawiamy się na płatność np. L100 tygodniowo, a później okazuje się, że musimy jeszcze dodatkowo płacić za elektryczność czy gaz. Ogromną pułapką jest council tax. Jeśli mieszkamy w domu, w którym mieszka od 5 osób wzwyż, dom podpada pod reżim Houses in Multiple Occupation i w tym wypadku to landlord, a nie my, ma obowiązek płacić podatek. Ważnym jest, zwłaszcza w przypadku, kiedy nie wynajmujemy mieszkania (pokoju) bezpośrednio od landlorda tylko od pośredników, upewnić się, że wie on o naszej w nim obecności i może w ten sposób dopełnić obowiązki związane z council tax. Landlord powinien być oficjalnie (najlepiej pisemnie) powiadomiony o tym, ile osób mieszka w domu. W przeciwnym razie całość kosztów związanych z council tax może spaść na nas. Zdarza się również tak, że landlord wie, że w domu mieszka więcej niż 5 osób, bo np. co tydzień osobiście zbiera pieniądze. Nie z wszystkimi podpisał umowę albo w umowie najmu występuje tylko nasze nazwisko. Wydaje nam się, że skoro landlord wie, ilu jest mieszkańców, powinien płacić council i nie zajmujemy się tym problemem. Po jakimś jednak czasie okazuje się, że councilu nie płacił, a sąd ściga nas z racji naszego nazwiska na umowie najmu. W związku z tym, że w domu najprawdopodobniej dokonała się już rotacja mieszkańców, ciężko udowodnić, ile w danym okresie mieszkało tam ludzi i kto był odpowiedzialny za opłatę. Lepiej jest zatem wynegocjować niższy czynsz, ale samemu mieć kontrolę i płacić rachunki – mówi adwokat Roma Paluch.

Oczy szeroko otwarte

– Kiedyś mieszkałam niedaleko Poplar. Landlordem był chyba Ukrainiec, ale nie wiem dokładnie, bo wszystko załatwialiśmy przez polskiego pośrednika. Warunki były kiepskie, do łazienki bez klapek nie wchodziliśmy, bo strach było na płytkach bosą stopą stanąć, wannę mieliśmy starą i pokrytą kamieniem. Blok, w którym mieszkaliśmy, był skupiskiem rozmaitych ludzi o różnych obyczajach. Często zdarzało się, że ludzie zamiast wynosić śmieci do śmietnika, który był oddalony zaledwie o 10 metrów, wystawiali je przed drzwi. Inni lokatorzy zdenerwowani wiecznym omijaniem stert plastikowych, pełnych worków kopali w nie i takim sposobem na korytarzu wiecznie było brudno. Największy jednak problem był z pluskwami i wiem, że nie dotyczył tylko naszego mieszkania. Codziennie budziliśmy się cali pogryzieni. Problem bierze się prawdopodobnie z tego, że ludzie robią przed drzwi tzw. “wystawki” starych materaców, chodników itp. i zawsze znajdzie się ktoś, kto uzna je za przydatne i z robactwem wciągnie do własnego mieszkania. Początkowo chcieliśmy się wyprowadzić, ale ktoś powiedział nam, że pluskwy mogą już być w naszych rzeczach, ubraniach, gdziekolwiek i przeniesiemy je tylko do nowego mieszkania. Trzy razy przeprowadzaliśmy dezynfekcję, aż wreszcie poskutkowało, ale kiedy się wyprowadzaliśmy, na wszelki wypadek wyprałam wszystkie ubrania w bardzo wysokiej temperaturze i mokre przewoziłam do nowego mieszkania.

Ludzie bardzo oszczędzają, zwłaszcza na mieszkaniach, dlatego często godzą się na takie warunki. Mieszkałam kiedyś z chłopakiem, który każdego dnia jadł konserwę z ziemniakami za łączną sumę 1,5 funta. Nie dbał o to, jak mieszkał. Zostawiał sobie tylko pieniądze na opłaty i na paczkę papierosów, a resztę pieniędzy wysyłał rodzinie do Polski. Tymczasem wystarczy dłużej poszukać i za tą samą cenę można znaleźć o niebo lepsze warunki.

(Dagmara)

Na co zwrócić uwagę?

Oglądając mieszkanie zwracaj uwagę na:

  • podłogi – pod wykładziną może znajdować się wiele dziur, przez które bez problemu wejdą myszy
  • stare materace i dywany – lepiej poprosić o wymianę albo sprawdzić, czy we wszelkich zagięciach i marszczeniach nie ma czerwonawych robaków (pluskiew)
  • zapach i ściany – jeśli wyczujesz wilgoć, sprawdź plamy na ścianach; na wszelkich wybrzuszeniach możliwe jest pojawienie się lub występowanie grzyba lub pleśni

Jeśli już zdarzyło nam się zamieszkać w miejscu dotkniętym przez któryś z tych problemów, nie pozwólmy sobie wmówić przez landlorda, że grzyb się pojawił, bo nie wietrzymy pokoju, myszy weszły przez uchylony przez nas balkon, a pluskwy przenieśliśmy z poprzedniego mieszkania i w związku z tym sami musimy teraz płacić za usuwanie tych problemów. Wszystko to należy do obowiązków landlorda.

Daję słowo…

Po długich poszukiwaniach, wstępnej rozmowie z właścicielem podejmujemy decyzję o wynajmie. Często jest tak, że jesteśmy z tego powodu tak szczęśliwi, że przystajemy na ustną umowę, wręczamy landlorodwi gotówkę bez pokwitowania, żeby wreszcie rozpakować walizki i cieszyć się własnym, prywatnym miejscem. Tymczasem te pierwsze chwile są najważniejszymi i rzutują na nasze dalsze warunki mieszkaniowe.

Wprawdzie umowa, zarówno ustna, jak i pisemna, obowiązywać powinna tak samo, lepiej jest się na wszelki wypadek zabezpieczyć. Mając wszystko na piśmie łatwiej jest udowodnić ewentualne nieścisłości.

Lepiej też na początku ustalić zasady ewentualnych późniejsze odwiedzin czy wizyt naszych znajomych, bo później może okazać się, że po tygodniowych wakacjach naszego brata, landlord zażąda od nas podwójnego czynszu. Nasz gość ma prawo się u nas zatrzymać i nie wymaga to zgody właściciela. Jednak jeśli ktoś zatrzymuje się u nas na długo, a w zasadzie zamieszkuje, to należy to zgłosić landlordowi z tego względu, że może to zmieniać jego obowiązki, jak np. ten o płaceniu council tax. – Nie ma powodów, dla których landlord miałby wymagać i żądać od nas dodatkowego czynszu za pobyt naszych gości. Najczęściej, taka sytuacja zdarza się, kiedy mamy do czynienia z osobą podnajmującą, która wykorzystuje ten fakt dla dodatkowego zarobku – podkreśla adwokat Roma Paluch.

“Home sweet home”

Jak już stoczymy bój o mieszkanie, podpiszemy zabezpieczającą nas umowę i wreszcie zadomowimy się, często zdarza się, że zaczynają się problemy z landlordem (czy jeszcze częściej pośrednikiem).

Nasz pokój jest otwierany bez naszej wiedzy i obecności, landlord budzi nas o 23.00 waleniem do drzwi, nie daje pokwitowania za wpłaconą gotówkę, wszelkie naprawy i utrudnienia są odwlekane, a w domu zimno, bo nie chce gazu doładować i straszy wyrzuceniem na bruk.

Warto w takich sytuacjach pamiętać, że:

  • mamy prawo do prywatności, wszelkie wizyty powinny być zapowiadane od 24h do 48h wcześniej. Landlord ma prawo dostępu do naszego mieszkania czy pokoju, ale tylko w razie ostateczności i najlepiej po wcześniejszym skontaktowaniu się z nami
  • każda nasza wpłata czynszu powinna być udokumentowana pokwitowaniem (w razie gdyby landlord zapomniał, że już otrzymał pieniądze za dany okres
  • w przypadku utrudnień, jakie wystąpiły w naszym mieszkaniu, należy wcześniej informować ustnie landlorda, o co się prosi i co należy naprawić. Jeśli nie przynosi to pożądanych reakcji z jego strony, wysyłamy pismo informujące, że jeśli do zaproponowanego przez nas terminu nie zostanie to naprawione i jeśli landlord nie udzieli nam odmownej odpowiedzi, to zastrzegamy sobie prawo, aby wezwać kogoś do naprawy i potrącić te koszty z czynszu
  • jeśli ktoś wynajmuje pomieszczenie, to ma prawo do tego, żeby wszystkie urządzenia sprawnie funkcjonowały, łącznie z ogrzewaniem. Dlatego landlord nie może straszyć nas, że jeśli zużyjemy za wcześnie doładowany przez niego gaz, to będziemy myć się w zimnej wodzie albo marznąć. Takie sprawy muszą zostać inaczej ustalone i to już w momencie podpisywania umowy. Landlord może powiedzieć, że np. w czynsz jest wliczone L20 opłaconego prądu. Jeśli to nie wystarczy, to daje nam klucz i jeśli mamy potrzebę, to sami doładowujemy to w ramach własnych kosztów
  • nikt też nie może nas straszyć wyrzuceniem na bruk, nawet jeśli nie mamy spisanej umowy

Landlord musi dać wypowiedzenie wynajmującemu obejmujące okres 2 miesięcy. W niektórych przypadkach ten okres może być krótszy (2 tyg.) np. w przypadku niepłacenia przez nas czynszu. Okres ten ma na celu dać szansę podporządkowania się wynajmującemu do zasad landlorda i tak np. kiedy ten nam daje wypowiedzenie z powodu hałasu, mamy dwa tygodnie na to, żeby to zmienić. Jedyną osobą, która ma prawo wyprowadzić nas z mieszkania natychmiast jest komornik – dodaje adwokat Roma Paluch.

– My mieliśmy szczęście, nie musieliśmy wiele szukać i w zasadzie od razu znaleźliśmy śliczne mieszkanie za rozsądną cenę. Mieszkamy w dobrych warunkach z ludźmi z Polski. Wszyscy są w naszym wieku, więc nie ma problemów z dogadywaniem się. Wszystko zależy od tego, kto i czego szuka oraz za jakie pieniądze, ale jak ktoś chce, to na pewno znajdzie coś dla siebie.

(Marta i Marcin)

Mimo to zmiana mieszkania nie powinna nam spędzać snu z powiek i wywoływać najgorszych obaw. Do sprawy trzeba podejść rozsądnie i ostrożnie. “Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz”, mówi stare przysłowie, dlatego uważajmy na starcie, nie dajmy sobie “w kaszę dmuchać” a cieszyć się będziemy spokojem naszego angielskiego mieszkania.